Miasto fabryk



Archiwum - 11.2007


Z żelaza i ognia...

  2007-11-29 23:38:52  

...powstają grube pręty, szyny kolejowe, ciągnące się kilometrami druty, blachy wielkości 20 sporych stołów kuchennych, zadziwiająco odporne na wszelkie warunki pogodowe przęsła mostów... Cały cykl powstawania ma w sobie coś niezwykłego i magicznego. Proces czaruje prostotą rozwiązań, a jednocześnie siłą myśli człowieka. To właśnie w stali widać siłę naszej cywilizacji początków dwudziestego wieku.

Patrzyłem i własnym oczom, a także uszom nie do końca wierzyłem. To, co wychodziło spod palców i smyczka wiolonczelisty André Mergenthaler'a w połączeniu z ujęciami (o "odrobinę" propagandowym zabarwieniu) Gustave Labruyere'a, Alfreda Heinen'a, Paula Epkens'a, miażdżyło i uniemożliwiało oderwanie myśli i zmysłów od całościowo pojętej "audio-wizualizacji". Jakże banalne w swej prostocie wykorzystanie elektroniki (zapętlanie), pozwoliło grać Mergenthaler'owi kilka linii melodycznych. Odnosiło się wrażenie, że przed niezbyt liczną widownią, w wąskim słupie ciepłego światła siedzi nie jedna osoba, a przynajmniej kwartet smyczkowy. I wszystko to na żywo! Warto było biec przez pół Pomorskiej, ukoić występem duszę, a później lampką wina ciało.

Pytanie do organizatorów. Dlaczego tak słabo promowano to wydarzenie?! Wielka rzecz, a promocja zerowa lub małoefektywna. Choć z drugiej strony, było bardzo sympatycznie, kameralnie i nastrojowo...

Muzyka wiolonczelisty André Mergenthaler'a do filmu 'Z żelaza i ognia', Camerimage 2007 Wiolonczelista André Mergenthaler, ambasador Luksemburga oraz organizatorzy z WSHE, Camerimage 2007

Wiolonczelista André Mergenthaler grający na żywo do filmu Z żelaza i ognia, Camerimage 2007

André Mergenthaler grał na żywo do filmu "Z żelaza i ognia" (reżyseria: Gustave Labruyere; zdjęcia: Gustave Labruyere, Alfred Heinen, Paul Epkens; rok produkcji: 1921/22 (1997), czas trwania: 97 min) 28 listopada w Patio WSHE w Łodzi. Wydarzenie odbywało się w ramach festiwalu filmowego Camerimage 2007.




Gdy trzeba być gotowym na wszystko

  2007-11-22 01:21:00   Komentarze (2)

"Ci mają dużo czasu, którzy mają pełne ręce roboty - oni bowiem cenią sobie czas i umieją tak nim gospodarować, że nic się nie marnuje." - Tadeusz Kotarbiński

Tales Of Mere Existence "I Have To Get Ready", autor Lev Yilmaz




Wielki mały człowiek...

  2007-11-20 00:13:09   Komentarze (2)

Sobotni Tygiel Muzyczny to audycja w trakcie której przygotowywana jest dźwiękowa strawa dla Państwa muzycznej duszy.
Serwowana jest muzyka rozrywkowa w różnych stylach i gatunkach - od dobrego popu do awangardy, od rock`n`rolla po muzykę klasyczną.
Program otwiera zwykle muzyczna przystawka w postaci utworu instrumentalnego, następnie obszerne wyjątki płyt zespołów , które tworzyły na przełomie lat 60-tych i 70-tych dwudziestego wieku.
Druga godzina programu to miejsce na stałe, choć nie zawsze regularne dania (czytaj : kąciki) z muzyką bluesową, nagraniami Czesława Niemena, dźwiękami łączącymi się z dokonaniami King Crimson, ale pojawiają się też liczne niespodzianki. Trzecią godzinę zarezerwowano dla brzmień sceny canterbury, rock in opposition , "francusko-języcznych" awangardzistów od grupy Magma poprzez Universe Zero po Art Zoyd. Na zakończenie programu - muzyczna zasypiałka.

Zapraszam do słuchania Bogusław Szramkowski

Bogusław Beniek Szramkowski - autor programu radiowego Sobotni tygiel muzyczny

Bogusław Szramkowski (1954-2007). Dobranoc Beniu...




Weekendowy generator szumów

  2007-11-19 23:44:10  

Gzyyy, bzyy, szzzyyyyyyy... szum straszny, mało strawny. Łykać dużo popijając przy okazji...

Roostreet Party - Kontra Roostreet Party - Face (twarz)

Roostreet Party - Zombie? Roostreet Party - Ja się nie bawię, ja siedzę i patrzę

Roostreet Party - Islam? Roostreet Party - Dysputy w kuchni najlepsze są

Roostreet Party - Back door Roostreet Party - Who are  you boy? Im your man, babe!

Roostreet Party - Czy to motyl, czy to kwiat




W salonie lenistwa, z zasmarkanym nosem i rolką papieru...

  2007-11-15 22:34:58   Komentarze (2)

Zdycham... Jakieś jesienne cholerstwo dopadło mnie za gardło i ścisnęło. Poległem w wyrku. Szkoda. Dużo rzeczy miałem zrobić, zobaczyć... Udać się w podróż i trochę grosza zarobić. Trudno. Nie ma co nadmiernie stękać. Są też plusy salonu lenistwa spowodowanego chorobą. Można mocno zwolnić, spać kilkanaście godzin, przeczytać trochę więcej niż to się udaje zwykle w tramwaju, odświeżyć kilka dawno zapomnianych albumów muzycznych, posłuchać radia, obejrzeć po raz n-ty jeden z ulubionych filmów, zaplanować weekend... Może teatr?

...Zatem Panie i Panowie, uwaga, uwaga! Przybywajcie na ten jakże kaszaniasto kaszankowaty spektakl o przygodach Filozoficznej Kaszanki, której nie sposób zjeść w całości na raz, gdy jej kasza w gardle staje, gdy jej kasza protestuje przed upieczeniem, gdy ucieka z patelni, rusztu lub szczęki, gdy w kółko coś się psuję... Przedstawienie jest wycieczką w przestrzeń świeckiego rytuału Próżniactwa i Rekreacji na świeżym powietrzu. Jego główną sprężyną akcji jest celebrowanie przez Kucharza de Luxe czynności pieczenia Kaszanki, która jest ulubioną potrawą Grubego Golfisty. Wierząc jednak w to, że nikt nie nabawi się niestrawności w "Salonie Lenistwa", serdecznie zapraszamy na spektakl w piątek lub sobotę... Cieszmy się smacznie. Hava Nagila!

Salon lenistwa - Opus magnum przyprawa Bajeranek
Salon lenistwa - Nie zachowujmy się jak zwierzęta

Teatr Napięcie | Scena Stoop! - "Salon lenistwa", 17-18 listopada 2007, godzina 18:00, Łódzki Dom Kultury (sala 323). Wstęp wolny.




Wideo_Instytut #5: (post)industrial nacht

  2007-11-12 10:13:03  

Po klimatach nowojorskich (Wideo_Instytut #4: New York, New York) przyszła pora na tematykę bliższą łódzkim ulicom - postindustrial.

Plakat Wideo_Instytut #5: (post)industrial nacht

Einstürzende Neubauten "Halber Mensch.", reż. Sogo Ishii, rok produkcji: 1986, czas trwania: 57 minut
Przed nami pierwszy i zarazem najsłynniejszy materiał wideo niemieckich mistrzów industrialu. Halber Mensch zarejestrowano podczas podróży Einstuerzende Neubauten do Japonii w 1985 roku. W filmie oprócz fragmentów "zwykłych" koncertów zobaczyć będzie można także sceny z występu formacji w opuszczonej fabryce. Neubauteni wykonują utwory z płyt "Drawings of Patient O.T." oraz "Halber Mensch".

"Death in June – Behind the mask", reż. Darryl Hell, rok produkcji: 2005, czas trwania: 70 minut
Przeplatany fragmentami muzycznymi wywiad - rzeka z Douglasem Pearcem, spiritus movens jednej z najważniejszych postindustrialnych formacji – Death in June. Występujący przez większość filmu w masce Douglas P opowiada szczegółowo o swoim życiu, ideologicznym podłożu twórczości DIJ oraz kontrowersjach z nim związanych. Dodatkową zaletą dokumentu Darryla Hell'a jest naturalna scenografia w jakiej przeprowadzono wywiad - zimne, brudne podziemia jednego z nowojorskich wieżowców.

Coil, "Live in Moscow", 15.09.2001, czas trwania: 55 minut Na zakończenie piątej edycji Wideo_Instytutu obejrzymy zapis fenomenalnego koncertu grupy Coil, jaki odbył się 15 września 2001 roku w moskiewskim klubie DK Gorbunova. Ten występ to nie tylko 7 utworów (m.in. "Amethyst Deceivers" i "Constant Shallowness leads to evil"), ale też niecodzienna, "paranoiczna" oprawa wizualna. Podczas koncertu Coil wystąpił w składzie: John Balance, Peter Christopherson, Tim Lewis (znany lepiej jako Thighpaulsandra), Tom Edwards. Ciężko będzie zasnąć po tym video-bootlegu.

Pokaz rozpocznie się 14 listopada o godzinie 20:00 w klubie Jazzga, wstęp (zwyczajowo już) wolny.

Instytut Adama B.
www.myspace.com/wideo_instytut




Wygrzebane fotki

  2007-11-10 22:12:48   Komentarze (3)

Dzisiejszy śnieg o poranku wymusił na mnie trochę wspomnień. Odkurzyłem kilka zdjęć.

Zima - kolorowy zachód słońca Zima - okno - światło i cień

Zła Emilka i marchewka Lampka malej mocy - światło i cień

Obcięte włosy rudzielca Czerwone Ferrari w świetle reflektorów

Lampa - żarówki i świetlówka - różne widma




Człowiek planu

  2007-11-09 12:38:56   Komentarze (1)

Piątek. Tydzień minął jak z bicza trzasnął. Początek tygodnia to jak zawsze maltretowanie zajęciami. Niekoniecznie intelektualne (acz często). Po prostu znowu nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu kilkudziesięciu minut. Zbyt dużo myśli, do tego niekoniecznie słonecznych.

40 lat na karku i ledwo ujść z życiem własnemu sercu... Leżeć podlewanym kroplówką jak roślinka - to nie są przyjemne rzeczy, a jednak się zdarzają. Na szczęście ponoć już potrafi przełknąć ślinę.

Kiedyś w drodze na PŁ (Powroty, powroty. Polibuda wita...), teraz w drodze do Brukseli. Miło Cię było widzieć przyjacielu. Powodzenia!

Ale dość marudzenia, trzeba być człowiekiem planu. Do roboty...

Filmik: Tales Of Mere Existence "Saturday", autor Lev Yilmaz




Jak sobie radzić z depresją

  2007-11-08 00:07:35  

Ile ludzi, tyle opinii i sposobów na szarość deszczowo-śnieżnych dni jesiennych. "Nie ma co się smucić, jutro będzie lepiej". "Trzeba przestać myśleć o złych rzeczach. Trzeba myśleć pozytywnie". "Masz co jeść, masz co ubrać, masz co jeść - nie narzekaj, inni maja gorzej". "Trzeba popakować, rozrosnąć się, kupić duże auto i bzykać panienki".

Filmik: Tales Of Mere Existence "How To Cope With Depression", autor Lev Yilmaz




Skazani na PKP?

  2007-11-01 21:36:54   Komentarze (1)

Nienawidzę podróży świątecznych. Zwłaszcza, gdy święta jednodniowe i w środku tygodnia. Z doświadczenie unikam wypraw w dni "takie", ale tym razem była to jedyna nadarzająca się w ostatnim czasie okazja na wyrwanie z Łodzi. Jako osoba niezmotoryzowana (bo i po co w rozkopanym i nieprzejezdnym mieście mieć auto) zmuszony jestem na komunikacje zbiorową, którą w jakimś sensie nawet lubię. Wiem, że można wyliczać wiele wad tego rodzaju środków transportu, ale zwykle można w takim pociągu lub autobusie nadrobić zaległości książkowe czy też odespać nieprzespaną noc.

Niestety, to jaką logiką posługuje się kierownictwo PKP czy też PKS jest raczej rzeczą niezwykłą. Nie pojmuję jak można dopuścić, aby na trasie łączącej dwa największe miasta w Polsce puszczono w godzinach popołudniowych, kiedy studenci ewakuują się do domów rodzinnych i lud pracujący kończy pracę, pojedynczą jednostkę z 4 wagonami? Pociągi odnowione, odrobinę przypominające "Cityranery", z tym że jedynym sposobem utrzymania równowagi przy hamowaniu składu jest wpadnięcie dupskiem w ocierającego się o nas z powodu ścisku innego pasażera. Owszem, czasami walory estetyczne towarzysza (niedoli) podróży mogą co niektórym sprawiać przyjemność, ale na dłuższą metę jest to strasznie męczące. Toaleta? Marzenie ściętej głowy. Problem jest nawet w rozpięciu kurtki, bo zdjąć to na pewno jej się już nie da bez narażenia się innym poddenerwowanym pasażerom.

Konduktor - zawód wysokiego ryzyka. Tempo pracy zawrotne - 5 kroków w 3 minuty. W takiej młockarni szybciej pracować nie można. Co 15 minut (lub jak łatwo przeliczyć 25 kroków) wkurzony do czerwoności klient chcący złożyć reklamację. Reklamacja niby jedna (w tym kroku), ale atmosfera i ilość obserwujących sytuację oczu i uszu liczona w dziesiątkach, o ile nie w setkach. Konduktor oczywiście broni się, że nie on zarządza ruchem. Jest to zrozumiałe, tylko że nie jest on ślepo-głucho-niemy i widzi, słyszy i czuje, że ludzie podróżują w warunkach strasznych, by nie rzec gorszych od bydlęcych. To on, jako doświadczający podobnych męczarni co klienci (podkreślam, klienci, czyli niejako koło napędowe biznesu, którego ów człowiek w błękitnej koszuli jest trybikiem) powinien w jakiś sposób zareagować, złożyć raport przełożonym, sprawozdanie, zrobić cokolwiek w tej sprawie. I może nawet to robi. Ale ja z każdym wyjazdem świątecznym mam wrażenie, że zwłaszcza PKP, ma nas - klientów, głęboko w dupie.




Blog Miasto Fabryk, Technicznie {nie zawsze}, Studenckie Radio Żak PŁ, RadioInternetowe.org, Uczelnie w Łodzi, Kina w Łodzi, Testy żeglarskie online, Najbliższe przedszkole w Łodzi Fanatical Code,
Copyright 2007-2011 . Teksty, grafika, zdjęcia, dźwięk i wideo na tej stronie objęte są licencją Creative Common Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 (o ile nie zaznaczono inaczej).
Creative Commons License