Z żelaza i ognia......powstają grube pręty, szyny kolejowe, ciągnące się kilometrami druty, blachy wielkości 20 sporych stołów kuchennych, zadziwiająco odporne na wszelkie warunki pogodowe przęsła mostów... Cały cykl powstawania ma w sobie coś niezwykłego i magicznego. Proces czaruje prostotą rozwiązań, a jednocześnie siłą myśli człowieka. To właśnie w stali widać siłę naszej cywilizacji początków dwudziestego wieku.
Patrzyłem i własnym oczom, a także uszom nie do końca wierzyłem. To, co wychodziło spod palców i smyczka wiolonczelisty André Mergenthaler'a w połączeniu z ujęciami (o "odrobinę" propagandowym zabarwieniu) Gustave Labruyere'a, Alfreda Heinen'a, Paula Epkens'a, miażdżyło i uniemożliwiało oderwanie myśli i zmysłów od całościowo pojętej "audio-wizualizacji". Jakże banalne w swej prostocie wykorzystanie elektroniki (zapętlanie), pozwoliło grać Mergenthaler'owi kilka linii melodycznych. Odnosiło się wrażenie, że przed niezbyt liczną widownią, w wąskim słupie ciepłego światła siedzi nie jedna osoba, a przynajmniej kwartet smyczkowy. I wszystko to na żywo! Warto było biec przez pół Pomorskiej, ukoić występem duszę, a później lampką wina ciało.
Pytanie do organizatorów. Dlaczego tak słabo promowano to wydarzenie?! Wielka rzecz, a promocja zerowa lub małoefektywna. Choć z drugiej strony, było bardzo sympatycznie, kameralnie i nastrojowo...
André Mergenthaler grał na żywo do filmu "Z żelaza i ognia" (reżyseria: Gustave Labruyere; zdjęcia: Gustave Labruyere, Alfred Heinen, Paul Epkens; rok produkcji: 1921/22 (1997), czas trwania: 97 min) 28 listopada w Patio WSHE w Łodzi. Wydarzenie odbywało się w ramach festiwalu filmowego Camerimage 2007.
Dodaj komentarz