Chorość nabyta......złapana z powietrza, wspólnej "popity", brudnego widelca w taniej, ale smacznej restauracji. Złapana? Nie - raczej przyswojona, bo na podatny grunt rzucona. Stres i wysiłek podgryzały, ścierały, wywiercały dziury, kruszyły, aż wreszcie porozrywały na masakryczne strzępy moją odporność. Kaszel mnie wqrwia, żyć nie daje, łeb napierdziela, oczy pękają. Na chorobę jedna rada - łóżko i okład z młodych piersi...
Im bardziej się starasz, tym gorzej wychodzi.
Czas wskoczyć do łóżka, jakiś film po raz pierwszy od "nie pamiętam kiedy" obejrzeć... zapewne zasnę po 20 minutach. Trudno... tylko ten okład... eh...
Dodaj komentarz