Ciężka głowa...Miało się zacząć od jedzenia, a skończyć na koncertach. Wyszło: pyszne jedzenie i litr mniej silnie schłodzonej wódy w lodówce.
Juwenalia, juwenalia, kto nie pije ten kanalia...
Oczywiście koncerty na łódzkim Uniwerku (pewnie nie tylko), te same co rok temu lub też dwa lata temu + mix wykonawców z Polibudy. Chyba nic straconego, przynajmniej artystycznie. Juwe, to niezłe nabijanie kabony zespołom i bardzo dobrze - z czegoś trzeba żyć. Tylko niektórym zdarza się zasłabnąć zaraz po wejściu na scenę.
Jak się wódkę pije, to po szklance trzeba na chwilę wstać, aby przekonać się, czy można chlusnąć drugą ;)
Dodaj komentarz