Kolejne ostatnie j.Nie przypuszczałem, że L.Stadt i Coma, kiedyś jeszcze mnie zaskoczą... Byłem na koncertach obydwóch zespołów kilka lat temu i mnie się podobały (pomijam zachowanie wokalisty L.Stadt na jednym z koncertów w dawnym jeszcze Stereo Krogs). Później tylko odsłuch wytłoczonych dźwięków. Na tegorocznych juwenaliach (które to już "moje"?) oba zespoły bardzo pozytywnie wpłynęły i wpasowały się w gusta moich muzycznych oczekiwań co do sobotniego wieczoru.
L.Stadt - polski britpop [polpop?] z depechowym zabarwieniem, beatelsową gitarą i polską mentalnością. Kilka nowych kawałków - dobre, choć trochę pracy trzeba w nie jeszcze włożyć, aby stały się... hmm... pełniejsze? Mimo stosunkowo małej publiki (przynajmniej początkowo) dobry kontakt i dobra gra.
Coma - przegapiłem ich ostatni krążek, chyba dlatego, że długo "wychodziłem z mroku" i mnie to zmęczyło zespołem. Coma w mej głowie zakodowana do słuchania "na doła", okazała się tym razem zespołem dającym powera, co było dla mnie osobistą niespodzianką. I mimo, że Rogucki jechał po "studenciakach" - chyba ma taki styl [?], było naprawdę dużo, dużo energii. Nawet obcokrajowcom się podobało, choć nie mieli bladego pojęcia o czym się śpiewa.
A same juwenalia... Dziwne. Chyba już po prostu nie moje. I niech tak zostanie...
Dodaj komentarz