Miasto fabryk



Wyjście z nory

  2009-06-20 05:19:24

Wyjście trochę na oślep, trochę zaplanowane. Miałem udać się na imprezę, gdzie grają dawno nie widziani przeze mnie dj-e Umatik vel MMX i SJNET... Tramwaj, jazda na gapę... Jazzga...nie wiem po co, nie wiem dlaczego... Odruchowo... Znajomi... Do środka nie ma po co wchodzić - słuchać spod tarasu, że zbyt ambitnie. Szybki skok do Żabki po zaopatrzenie w aluminiowe opakowania cieczy z procentami. Chęć zmiany miejsca szybko dopełniam przemieszczeniem się na Jaracza 19...

Na bramce znajoma twarz - miło Cię spotkać Kasiu... Umatik za sterem... Jak zawsze pełen entuzjazmu... sala jeszcze pusta... za wcześnie. Po drodze dołączyli inni nieznajomi - znajomi znajomych... Cherry Coke krąży w żyłach przeplatana trunkiem o smaku wiśniowym... Wędrówka po Piotrkowskiej. Jeden klub, następny... następny... następny... Standardowe deptanie i szukanie "czegoś lepszego", chociaż to tania wymówka... ogólnie w Łodzi posucha, ludzie się gdzieś pochowali... Czyżby wyszła nowa wersja Gadu-gadu?

Sklep nocny, kolejna kola wzmacniana procentami. Pasek, schodki, lufka... Straż miejska - zakłócanie porządku? Zwykłe podbijanie statystyk. Dobry i zły "glina"... Dopicie do końca - nie może się przecież zmarnować.

Łódź Kaliska - lokal sławny, rzadko przeze mnie odwiedzany... chyba nigdy tam nie zabawiłem dłużej niż 10 minut... Ok. Raz byłem dłużej... Pierwszy raz "na dance floor" wkroczyłem. Pierwsze wrażenie - smutni ludzi, którzy sami nie wiedzą czego szukają i po co dygają lub też w głowie im lans i szał ciał. Znane z dawien dawna spojrzenia kobiet i pseudo szarmanckie zachowania facetów. Kurde balans, nie sądziłem, że klub o takiej renomie wcale nie jest lepszy od Lumumbowa czy "Fjutu-rysty". Gorzej - jest bardziej pazerny, a ludzie na parkiecie wcale nie są tam po to, aby się wybawić. Lans i blask. Żar ciał w może nie najgorszym, ale słabym wydaniu. Zastanawiam się, czego szukają tam bardzo nieliczne, "wrażliwe" osoby...

Spotkałem dziś wielu znajomych. Jak się okazuje, owi znajomi wcale mnie nie znają. No cóż, to "tylko" znajomi. Najciekawsze jest to, że jak ktoś się wykruszył, to w jego miejsce pojawiała się nowa osoba... Spotkanie w konkretnym klubie osoby, która w Łodzi bywa raz na kilka miesięcy, serdeczne przywitanie przez osobę, która w Łodzi bywa tylko w weekendy... To samo się tak układa? Aż nie wierzę...

Gęba uśmiechnięta od ucha do ucha... Rogal... Na dworze już od kilkudziesięciu minut jasno, choć niebo pochmurne. Fajnie wracać do siebie Piotrkowską, gdy krok mimowolnie bije Ci tempo na 120. Obok przejeżdża pierwszy tramwaj pełen ludzi zmęczonych i tych, co zmierzają do pracy. A ja sikam, za kioskiem ruchu... dalej nie uniosę.

Wniosek z dnia dzisiejszego. Znajomi są gorsi od nieznajomych - potrafią nieświadomie pseudo znajomością Ciebie, zepsuć Twój "wizerunek", zepsuć sytuację, zepsuć Twoje prawdziwe ja, a tak naprawdę gówno o Tobie wiedzą. Poczuwają się do rzeczy, których nie powinni robić... Należy rozróżniać znajomych, od dobrych znajomych... a dobrych znajomych od przyjaciół... Zmykam spać.



Ostatnie wpisy


Dodaj komentarz


Blog Miasto Fabryk, Technicznie {nie zawsze}, Studenckie Radio Żak PŁ, RadioInternetowe.org, Uczelnie w Łodzi, Kina w Łodzi, Testy żeglarskie online Fanatical Code
Copyright 2007-2011 . Teksty, grafika, zdjęcia, dźwięk i wideo na tej stronie objęte są licencją Creative Common Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 (o ile nie zaznaczono inaczej).
Creative Commons License