Ból w gnatach...Już dawno, oj bardzo dawno, nie grałem tak późno w kosza. Ostatnio chyba w czasach liceum... 4 na 4 - dużo biegania, sporo skakania, ale znalazło się też miejsce na rzuty z dystansu i szybkie kontry z przejęć. W. nie potrzebnie mi pokazywałeś filmik dokumentalny z Kobe Bryantem - człowiek się wczuwa ;)
Wczoraj powrót z parkietu do rzeczywistości... Ledwo mogłem siedzieć, a chodzenie to był dla mnie niezły wyczyn - zwłaszcza schody ;) Za wysoki kurcze jestem, w krzyżu łupało mnie strasznie. No ale to zawsze 2h na boisku. Oponenci mniejsi co prawda, ale bardziej krępi i bardzo zadziorni - ale są i na takich sposoby - ładnie się w moje plecy wklejali, stąd pewnie na własne życzenie sobie rozkosz spania na baczność zafundowałem :) Mimo wszystko czuję, że służy mi taki wysiłek wieczorny. Te w miarę regularne "kołeczka", skłony i przysiady procentują - forma się robi, zadyszki nie było.
Słońce gdzie jesteś? Chcę pograć na asfalcie!
Dodaj komentarz